Polityczny i historyczny aspekt buntu górników w Afryce Południowej

4 grudzień 2012

Masakra 34 strajkujących górników, która miała miejsce 16 sierpnia w kopalni platyny firmy Lonmin w Marikanie i tocząca się na coraz szerszym froncie konfrontacja między górnikami a reżymem Afrykańskiego Kongresu Narodowego (African National Congress, ANC) obnażyła reakcyjny charakter południowoafrykańskiej polityki rasowej i nacjonalistycznej.

Osiemnaście lat po tym, jak walka milionów ludzi wymusiła legalne ustąpienie władzy białej mniejszości, nadeksploatowani robotnicy Afryki Południowej znów stają się ofiarami brutalnych ataków i zabójstw, dokonywanych w imię interesów międzynarodowych korporacji, zajmujących się górnictwem i wydobyciem surowców mineralnych. Tym razem jednak ciemięzcami są niegdysiejsi "wyzwoliciele" czarnych mas z ANC - do spółki ze swoimi partnerami z Kongresu Południowoafrykańskich Związk¨®w Zawodowych (Congress of South African Trade Unions, COSATU) oraz stalinistycznej Południowoafrykańskiej Partii Komunistycznej (South African Communist Party, SACP).

W świetle tego nie zaskakuje, że prezydent RPA Jacob Zuma potępił jako "nieodpowiedzialne" porównania wydarzeń w Marikanie do działań sił bezpieczeństwa za czasów apartheidu, a w szczególności do masakry w Sharpeville z 21 marca 1960, podczas kt¨®rej zginęło 69 młodych czarnych.

O ciągłości między okresem przed- i poapartheidowskim nie stanowi jednak tylko zestawienie tych dwóch krwawych wydarzeń, bowiem do stłumienia tej najnowszej rewolty podstawy, skierowanej przeciwko konglomeratom wydobywczym i ich popychadłom z Narodowego Związku Zawodowego Górników (National Union of Mineworkers, NUM), ANC wykorzystało prawa regulujące bezpieczeństwo publiczne, ustanowione jeszcze za ery apartheidu.

Brutalny atak rządu ANC na górników spotkał się z pełnym poparciem ze strony zarówno NUM i COSATU, jak i SACP. Na dodatek organizacje te zażądały zastosowania jeszcze ostrzejszych środków przeciwko strajkom dzikim, które zdążyły już rozszerzyć się z sektora platynowego na górnictwo złota i chromu.

Według doniesień górnicy z kopalni Lonmin zaakceptowali propozycję podwyżek o 22 procent, ale strajki nadal trwają w innych miejscach. Wczoraj pojawiły się wiadomości, że policja użyła gumowych kul i gazu łzawiącego przeciwko protestującym w jednej z kopalń, będącej w posiadaniu spółki angloamerykańskiej.

Gwałtowność represji ze strony państwa wobec górników dobitnie potwierdza fakt, że to przez przynależność klasową – a nie rasową, etniczną czy inną – przebiega fundamentalna linia podziału społeczeństwa zarówno w Afryce Południowej, jak i całym świecie. Jeśli działania ANC i jego wspólników nie różnią się niczym od tych ich białych poprzedników, oznacza to tylko to, że bunt górników zagraża nie tylko przemysłowi wydobywczemu, ale także ich własnym interesom społecznym.

W 1994 roku, podczas negocjacji poprzedzających koniec apartheidu, burżuazyjno-nacjonalistyczny Afrykański Kongres Narodowy podjął się zachowania kapitalistycznych relacji własności, jednocześnie utrzymując, że jego polityka "Równouprawnienia ekonomicznego czarnych" zakończy ucisk materialny i nie tylko dostarczy nowych miejsc pracy, ale i przyczyni się do podniesienia standardu życia ogółu. Ta fikcja polityczna znalazła wsparcie ze strony SACP, która już wcześniej odrzuciwszy międzynarodowości i politycznej niezawisłości klasy pracującej, wymogła na robotnikach podporządkowanie ich interesów klasowych instalacji władzy, reprezentującej czarną większość, ale opartą na podstawach kapitalistycznych.

Historia ostatnich dwóch dekad ostatecznie potwierdza, że podstawowe potrzeby socjalne i demokratyczne klasy robotniczej i uciśnionych mas pozostają nie do spełnienia pod rządami narodowej burżuazji, bez względu na to, za jak radykalną czy "lewicową" uchodzi. W ramach różnych franczyz zgrabnie ukryto fakt, że interesy tych samych międzynarodowych i południowoafrykańskich firm, kt¨®re czerpały zyski z porządk¨®w, panujących za rządów białej mniejszości, nie doznały żadnego uszczerbku po zmianie władzy.

Włączenie ANC, związków zawodowych i SACP w po-apartheidowski system władzy nadał tym organizacjom status politycznych reprezentantów południowoafrykańskiej burżuazji i światowego kapitału. Dyrektywa, nakazująca przedsiębiorstwom umieszczenia części udziałów w rękach czarnych, uruchomiła jedynie mechanizm, w którym wzbogaci się tylko cienka warstewka czarnej populacji RPA.

Wydarzenia z ostatniego miesiąca wykazały, że ta czarna burżuazja jest nie mniej wroga klasie pracującej niż jej biała odpowiedniczka.

Podziały klasowe nigdzie nie są tak widoczne, jak w lukratywnym przemyśle wydobywczym. Minister Sprawiedliwości w rządzie ANC i jeden z liderów SACP – Jeff Radebe, który w poprzedni weekend zezwolił na wprowadzenie kolejnych sankcji policyjnych przeciwko górnikom w Marikanie, ma bliskie powiązania rodzinne z firmami, wydobywającymi surowce mineralne. Jego żona – Bridgette Radebe – jest szefem Mmakau Mining i najbogatszą kobietą w kraju. Z kolei jego szwagier, Patrice Motsepe (także magnat górniczy) okazał się – wg Listy Bogaczy Sunday Timesa z 2011 r. – najbogatszym człowiekiem w całej RPA.

Założyciel NUM i były sekretarz generalny ANC Cyril Ramaphosa również jest jednym z najbogatszych biznesmenów w kraju. Jest także członkiem zarządu bez uprawnień wykonawczych w Lonminie i posiada udziały w kopalniach firmy.

To są tylko dwa przykłady – wśród wielu innych – które uwypuklają fakt, że ANC i jego partnerzy mają bezpośredni interes nie tylko w eksploatacji klasy robotniczej, ale i powstrzymywaniu jakichkolwiek niebezpieczeństw oddolnych. To właśnie jest źródłem konfliktu między górnikami a NUM.

Tego rodzaju stosunki nie ograniczają się bynajmniej do kopalń. Warunki życia ogółu robotników są obecnie gorsze niż za apartheidu. Afryka Południowa jest jednym z najbardziej nierównych społecznie krajów świata. 60 procent dochodu krajowego trafia do kieszeni najbogatszych dziesięciu procent populacji, podczas gdy najbiedniejsze 50 procent ludności otrzymuje tylko 8 procent. Około 20 milionów ludzi pozostaje bez pracy.

Ostatnie strajki górników są jedynie najnowszym (i najbardziej wybuchowym) wskaźnikiem społecznych i politycznych napięć, które skumulowały się w RPA. Według magazynu Time tylko w tym roku doszło do większej liczby ulicznych demonstracji niż w którymkolwiek innym – od przejęcia władzy przez ANC. Autorzy Time 'a zaznaczają, że "większość tych protestów kierowana jest pod adresem zdominowanych przez Kongres władz lokalnych (często skorumpowanych), a powodem jest nie wykonywanie świadczeń gwarantowanych."

Stąd też wynika obietnica Zumy, że zakaz "nielegalnych" zgromadzeń "odnosić się będzie nie tylko do sporów w sprawach zatrudnienia, ale i do protestów w sprawie braku świadczeń, którym niekiedy towarzyszy przemoc, w tym niszczenie mienia."

U podłoża tych problemów leży nie tylko korupcja jednostek; nie są one też ograniczone do Republiki Południowej Afryki. Skład sił, które zebrały się, by stawić opór górnikom, ilustruje brak jakiejkolwiek wiarygodnej perspektywy dla klasy robotniczej poza rewolucją socjalistyczną – czy to w krajach historycznie uciskanych, czy w rozwiniętych gospodarczo.

Podstawowe założenia Marksizmu – że historia ludzkości jest historią walki klas, że stosunki ekonomiczne w końcu determinują stosunki polityczne, że interesy klasy pracującej i burżuazji są nie do pogodzenia ze sobą – znajdują swoje potwierdzenie w wybuchu społecznym, który ma miejsce w Afryce Południowej na oczach świata.

Erupcja ta oznacza ponowne objawienie się walk klasowych i rewolucji społecznej w skali całego globu, a centralną potrzebą jest w tej chwili budowa partii rewolucyjnych, opartych o założenia teorii rewolucji permanentnej Lwa Trockiego.

Ewolucja, jaką przeszedł ANC, jest przykładem, obrazującym pogląd Trockiego, że burżuazja narodowa – będąc sama zależną od imperializmu – jest niezdolna podołać zadaniom, związanym z demokracją i sytuacją społeczną mas. Zadaniom tym sprostać można jedynie pod przewodnictwem klasy robotniczej, poprzez rewolucyjne obalenie kapitalizmu – w ramach międzynarodowej walki o zakończenie kapitalizmu i ustanowienie światowego socjalizmu. 

Julie Hyland