Katastrofa w Libii

12 sierpnia 2014

Ewakuacja amerykańskiego personelu dyplomatycznego z Trypolisu do pobliskiej Tunezji, którą w popłochu przeprowadzono w ubiegły weekend, jest kulminacją katastrofy wywołanej przez USA/NATO wojną w Libii trzy lata temu.

Walki w libijskiej stolicy pomiędzy rywalizującymi grupami paramilitarnymi były na tyle intensywne, że urzędnicy amerykańscy nie odważyli się skorzystać z pobliskiego lotniska w Trypolisie. Dyplomaci i ich ciężko uzbrojona straż morska uciekli za to drogą lądową w karawanie złożonej z autobusów i sportowo-użytkowych samochodów. Nad nimi latały drony i myśliwce odrzutowe a wzdłuż wybrzeża sunął niszczyciel, gotowy wysadzić w powietrze każdego, kto ośmieliłby się stanąć im na drodze.

Waszyngton i inne mocarstwa imperialistyczne zbroiły te same bojówki w 2011 roku w ramach zamachu stanu skierowanego przeciwko władzy pułkownika Muammara Kadafiego. Po sobie zostawiły one zniszczony na strzępy kraj z bliskim upadku przemysłem naftowym, który stanowił oś jego gospodarki, a całą Libię pochłoniętą wrozprzestrzeniającej się wojnie domowej.

Jak ostrzegała już wtedy WSWS, wojna ta była imperialistycznym gwałtem dokonanym na bezbronnym, pokolonialnym państwie. Dziesiątki tysięcy Libijczykówzginęły w wyniku bombardowań Libii przez Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię, Francję i ich bliskowschodnich sojuszników, które to państwa w tym samym czasie zbroiły zlepki powiązanych z Al-Kaidą islamskich bojówek, plemiennych wojsk i jednostek rekrutujących się spośród zdrajców reżimu Kadafiego i ich piechoty.

"Przybyliśmy, zobaczyliśmy, umarł.”, chełpiła się śmiejąc podczas wywiadu dla CBC News ówczesna Sekretarz Stanu USA Hillary Clinton po tym, jak Kadafi został pojmany, torturowany i zamordowany przez amerykańskie siły pełnomocnicze wśród zbombardowanych ruin swego rodzinnego miasta, Syrty.

Jak przedtem w Afganistanie i Iraku, tak i w Libii horror śmierci i zniszczenia, jakie przyniosła ze sobą początkowa interwencja imperializmu, stanowił tylko przygrywkę do jeszcze większego chaosu. Niepowodzeniem zakończyła się próba zainstalowania prozachodniego rządu marionetkowego w zdewastowanym kraju pozostającym pod kontrolą ścierających się ze sobą islamskich i plemiennych bojówek. Islamska bojówka w Bengazi zamordowała w 2012 roku ambasadora USA Christophera Stevensa a zamach stanu zmusił wspieranego przez Stany Zjednoczone premiera Ali Zeidana do opuszczenia kraju w marcu tego roku tuż przed ostatnią upokarzającą ucieczką z ambasady w Trypolisie. 

Rezultat tych działań jest aktem oskarżenia całej krwawej interwencji imperializmu USA i mocarstw europejskich na Bliskim Wschodzie. Ich polityka zagraniczna kształtowana jest przez klikę politycznych gangsterów i szumowin działających w interesie kapitału finansowego i przemysłu naftowego. Zachodnie rządy i firmy naftowe najwyraźniej liczą na to, że przyglądając się postępującemu rozlewowi krwi w Libii, będą mogły robić biznes z tymi regionalnymi bojówkami, które w ostateczności zdobędą władzę.

W ramach swych brudnych operacji, Stany Zjednoczone i ich sprzymierzeńcy raz po raz sprzymierzali się z siłami powiązanymi z Al-Kaidą - takimi jak bojówki dowodzone przez Abdelhakima Belhadża, który był porwany przez CIA i poddany transferowi w "trybie nadzwyczajnym", po czym przekazany i uwięziony z powrotem w Libii pod zarzutem działalności terrorystycznej zanim zmobilizowano go przeciwko Kadafiemu wysyłając go do walki przeciwko reżimowi prezydenta Baszszara Al-Asada w Syrii.

W dniu wczorajszym ukazały się w mediach doniesienia, że bliski upadku jest również reżim, który ustanowiono w Iraku w latach 2003-2011 pod okupacją USA z powodu ofensywy powiązanych z Al-Kaidą syryjskich bojówek sunnickich, i że dowódcy wojskowi w Bagdadzie „siedzą już na walizkach” na wypadek konieczności ucieczki. Podobnie jak Libia, Irak jest wyniszczony i podzielony pomiędzy trzy walczące ze sobą w wojnie domowej strony: sunnicki zachód, kadłubowe państwo szyitów przy granicy irańskiej i oblegany Kurdystan na północy. Taki jest skutek polityki plądrowania oraz zasady "dziel i rządź", którą prowadziły okupacyjne władze amerykańskie.

Polityka ta w pełni wyraża charakter rządzących elit imperialistycznych: nic samemu nie tworząc, grabią one, kradną i zagarniają wszystko, zwłaszcza w słabych, bogatych w ropę naftową krajach. Reżim Kadafiego – nacjonalistycznego burżuja, którego nacjonalizacja przemysłu naftowego w 1970 roku doprowadziła do znaczącego wzrostu stopy życiowej w Libii – stanowił przeszkodę dla imperialistów. Z ich punktu widzenia wojna domowa z setkami tysięcy ofiar śmiertelnych, tak w Libii jak w Iraku, to tylko koszty rozpoczęcia działalności intratnego interesu rozgrabiania ropy w tym regionie.

Warto tu przypomnieć, jak tę krwawą operację opakowano i sprzedano opinii publicznej pod fałszywym hasłem walki o prawa człowieka. Zaszokowane i przerażone powstaniami klasy robotniczej, które wcześniej obaliły prozachodnie dyktatury w Tunezji i Egipcie w 2011 roku, mocarstwa imperialistyczne szukały sposobności na zaprojektowanie wojny w celu zmiany władzy jako sposobu na osadzenie kontrolowanego przez USA marionetkowego reżimu w położonej pomiędzy dwoma krajami Syrii.

Aby sprzedać wojnę społeczeństwu, rządzące elity zatrudniły całą gamę opartych na klasie średniej pseudolewicowych partii oraz ich wspólników w środowisku akademickim, którym spieszno było do nadania plądrowaniu Libii "lewicowej" twarzy - okrzykując ją wojną humanitarną w obronie sił opozycji, które, według nich, narażone były na represje z powodu wywołania demokratycznej rewolucji przeciwko Kadafiemu.

Kiedy NATO przystąpiło do działań wojennych, Nowa Partia Antykapitalistyczna (NPA) we Francji wydała oświadczenie „Poprzyj rewolucję libijską! Precz z Kadafim!”, w której sławiła „walkę na śmierć i życie między ludem a dyktaturą” w Libii.

W Stanach Zjednoczonych profesor Juan Cole z Uniwersytetu Michigan zadenuncjował tych, którzy jak WSWS, przyjęli zasadnicze stanowisko przeciwko imperialistycznej interwencji w Libii. „Bezmyślne robienie z „antyimperializmu” wartości nadrzędnej prowadzi do sytuacji całkowicie absurdalnych”, napisał Cole dodając: „Jeśli NATO mnie potrzebuje, jestem do usług.”

WSWS już wówczas obnażyła sposób, w jaki wyżej opisane elementy starały się ukryć prawicowy charakter libijskiego powstania oraz bankructwo ich apologetyk wobec imperializmu. Zasadniczy sprzeciw WSWS wobec imperializmu znajduje swoje potwierdzenie w krwawej katastrofie, która ma miejsce w Libii, a za którą odpowiedzialność polityczną ponoszą siły podobne do NPA i profesora Cole'a.

Kiedy w 2012 roku Waszyngton instalował na szczycie libijskiej władzy krótkotrwały, marionetkowy rząd Zeidana, Cole kpił z tych, którzy protestowali przeciwko wojnie i ostrzegali przed jej następstwami, oczerniając ich o popieranie Kadafiego. Nawet kiedy sam o włos uniknął protestu libijskich bojówek na lotnisku w Trypolisie po powrocie z Libii, obrócił on ten incydent w żart i dalej w różowych barwach malował gwałt dokonywany na Libii.

Cole napisał: „O Libii krąży swego rodzaju czarna legenda, według której jest ona państwem upadłym, gdzie panuje chaos, gdzie pełno jest uzbrojonych bojówek, gdzie wszyscy to separatyści, gdzie rząd tymczasowy nic nie robi, gdzie na ulicach zaczepia się ludzi pochodzenia subsaharyjskiego itp. itd. Ta czarna legenda jest po części lansowana przez resztki zwolenników reżimu Kadafiego i jego wielbicieli na Zachodzie, a po części przez nadmiernie zaniepokojonymi Libijczykami klasy średniej... Libia to nie Somalia! To nawet nie jest Jemen.”

Ta falsyfikacja strasznej powojennej rzeczywistości w Libii jest wynikiem tchórzostwa i głupoty pseudolewicowej polityki, jaka jest wyrazem interesów uprzywilejowanych, proimperialistycznych warstw wyższej klasy średniej. Nie wyciągając żadnych wniosków z różnych katastrof, które same spowodowały, siły te promują obecnie krwawe imperialistyczne interwencje w Syrii i na Ukrainie jako przedsięwzięcia o charakterze demokratycznym i humanitarnym.

29 lipiec 2014

Alex Lantier