Prawicowe dziennikarstwo brukowe: Der Spiegel lży Rosję

Johannes Stern
12 sierpnia 2014

Od kiedy nad Ukrainą doszło do katastrofy lotu MH17, w niemieckiej prasie antyrosyjskie tyrady osiągnęły nowy szczyt intensywności. Każdego wieczoru Thomas Roth i jego koledzy z Tagesthemen, głównego codziennego programu publicystycznego w niemieckiej telewizji, raczą nas zalewem antyrosyjskiej propagandy. Artykuły wstępne w prasie podają nam kolejną jej porcję już następnego ranka.

Cel tej propagandy jest równie przejrzysty jak przestępczy. Demagodzy tacy jak jak Stefan Kornelius, Stefan Ulrich, Hubert Wezel (wszyscy trzej z Süddeutsche Zeitung), Klaus Dieter Frankenburger i Reinhard Veser (obaj z Frankfurter Allgemeine Zeitung) oraz Dominic Johnson z TAZ, wykorzystują tę katastrofę powietrzną dopropagowania militaryzmu i przygotowania społeczeństwa do wojny z Rosją. 

Bez końca powtarzają oni te same oskarżenia. Nie przedstawiając żadnych dowodów utrzymują oni, że samolot został zestrzelony przez „prorosyjskich separatystów” i żądają ostrych działań odwetowych przeciwko Rosji. Dla poparcia swoich tez bez wahania powołują się na rasistowskie stereotypy, zwykle charakterystyczne dla propagandy faszystowskiej.

Szczególnie plugawym przykładem jest felieton Jana Fleischhauera, który ukazał się niedawno w Spiegel Online, zatytułowany „Rosja straciła poczucie rzeczywistości”(„Russlands Realitätsverlust”). Autor ogłasza w nim, że cała populacja Rosji jest psychicznie chora i, skoro Rosjanie nie chcą zaakceptować zachodniej propagandy, powinna się nimi zająć „psychologia kliniczna”.

W sposób typowy dla dziennikarza brukowca, który bez wątpienia znalazłby zatrudnienie w ministerstwie propagandy Goebbelsa, Fleischhauer pisze: „Z psychopatologii wiadomo nam, jakie konsekwencje dla jednostki ma zniekształcenie rzeczywistości. Powszechnie przyjęty system interpretacji i znaczeń zastąpiony zostaje systemem alternatywnym, którego fundamentów nie sposób poruszyć za pomocą kontrargumentacji. To, co inni przyjmują za realne, jawi się jako wyrafinowane złudzenie, które traktuje się jako prawdę tylko dlatego, że wpływowa siła powstrzymuje ludzi przed widzeniem rzeczywistości. Obecnie wypada nam uznać, że podobne urojenia mogą stać się udziałem nie tylko jednostek, ale całych społeczeństw.”

„Urojona utrata poczucia rzeczywistości” przez Putina i „naród rosyjski” jest tak wielka, że „żadne sankcje nie będą mogły pomóc w cofnięciu jej objawów.” Koniec końców „z podręczników psychiatrii” wiadomo, iż „bezcelowe jest podejmowanie przez osoby postronne prób przekonania chorego za pomocą logicznej argumentacji do porzucenia swoich patologicznych przekonań.”

Wniosek, do jakiego dochodzi Fleischhauer? „Jeśli mamy pecha, zamiast w dyplomacji, będziemy musieli szukać środków zaradczych w dziedzinie psychologii klinicznej. Lekarz, chcąc pomóc zagubionemu w urojeniowym świecie pacjentowi wrócić do rzeczywistości, przepisuje mu leki. Jak jednak od takich natrętnych myśli uwolnić całe państwo?”

Na to pytanie Fleischhauer nie daje odpowiedzi, choć powinien wyjaśnić co ma konkretnie na myśli i co kryje się za jego propozycją „uwolnienia” Rosji od „natrętnych myśli”?

Zwłaszcza jako niemiecki dziennikarz powinien on być świadomy politycznej tradycji, do której należy taka retoryka i jak wielkie zbrodnie przywołuje na myśl jego pokrętna argumentacja. Stygmatyzacja całych ludów była dorobkiem nazistów. To dla nich charakterystyczne były „rozwiązania niedyplomatyczne” polegające na wysyłaniu dysydentów i osób chorych psychicznie do obozów koncentracyjnych.

To, że adresatem nienawiści Fleischhauera jest akurat Rosja, ma szczególnie złowrogie konotacje historyczne. Hitlerowska eksterminacja ludności na Wschodzie kosztowała życie 27 milionów obywateli Związku Radzieckiego. Podczas drugiej wojny światowej naziści realizowali zadeklarowany przez siebie cel „wyzwolenia” Europy z „patologicznego obłędu” (Goebels) bolszewizmu.

Fleischhauer jest antykomunistą, którego nienawiść do Rosji jest ściśle połączona z nienawiścią do marksizmu. W swoim blogu „Między lewakami” („Unter Linken”) przedstawia on komunizm jako nieludzką zbrodnię. Pisze między innymi, że „urojenia klasowe, jeśli doprowadzić ich tok rozumowania do logicznego końca, są nie lepsze niż urojenia rasowe. Nie jest przypadkiem, że kiedy tylko rewolucjoniści próbowali wdrożyć ideę marksistowską w rzeczywistość, pierwszą instytucją, jaką otwierali, był obóz reedukacyjny.”

To absurdalne zrównanie marksizmu z nazizmem nie przeszkadza samemu Fleischhauerowi robić rasistowskich aluzji. W styczniu 2012 roku opowiedział się on za używaniem zwrotu „charakter narodowy” a sam, w kontekście katastrofy promu Costa Concordia, użył pogardliwego zwrotu „włoska rasa”. Wypowiedź Fleischhauera była tak skandaliczna, że ambasador Włoch wystosował do Spiegla list ze skargą żądając „zaprzestania uogólnień na podstawie rasy.”

Z odpychającego, cotygodniowego felietonu Fleischhauera dla Spiegel Online, zatytułowanego „Czarny kanał” („Der schwarze Kanal”) unoszą się opary głupoty, byłoby jednak błędem całkowite zlekceważenie go jako nieszkodliwej aberracji. Obecność brukowego stylu dziennikarskiego w rzekomo „poważnym” czasopiśmie i echa nazistowskiej propagandy ma polityczne i historyczne źródła. Jest ono bezpośrednio związane z powrotem Niemiec do agresywnej polityki zagranicznej, którą na początku roku podczas Monachijskiej Konferencji Polityki Bezpieczeństwa zapowiedział prezydent Gauck, minister obrony von der Leyen i minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier.

Zanim w 1941 roku imperializm niemiecki wyruszył na podbój Rosji, musiał najpierw u siebie zdławić ruch robotniczy, znieść demokrację i zatruć opinię publiczną. Taki był cel Hitlera. Tak też i dziś napór niemieckiego imperializmu na Wschód jest nierozerwalnie związanyz faszystowską propagandą i wojną.

Fleischhauer chce mówić o „rzeczywistości”? Spójrzmy szybko na rzeczywistość, którą chce on ukryć używając paplaniny o psychicznych urojeniach.

W konflikcie ukraińskim nie Putin jest agresorem, ale mocarstwa zachodnie. To Berlin i Waszyngton blisko współpracował z takimi siłami faszystowskimi jak Swoboda i Prawy Sektor w celu zorganizowania puczu przeciwko demokratycznie wybranemu prezydentowi Ukrainy Wiktorowi Janukowyczowi po tym jak omówił on podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. 

Obecnie oba te państwa popierają reżim oligarchy Petra Poroszenki, który toczy brutalną wojnę przeciwko ludności wschodniej Ukrainy, ludności językowo i kulturalnie blisko związanej z Rosją, która w znacznej większości odrzuca prozachodni marionetkowy rząd w Kijowie. Mocarstwa zachodnie realizują swój cel wchłonięcia Ukrainy w strefę swoich wpływów i podporządkowania sobie Rosji. 

Jak dotąd nie ma żadnych dowodów na to, kto zestrzelił samolot MH17. Jeśli zadamy sobie pytanie czyim interesom służyło jego strącenie, pierwsze podejrzenie pada na reżim w Kijowie i jego imperialistycznych sojuszników. Malezyjski samolot pasażerski dopiero co zdążył uderzyć w ziemię gdy przedstawiciele rządu ukraińskego, zachodni politycy i media zaczęli wykorzystywać tę tragedię do własnych celów i do zaognienia konfliktu z Rosją.   

W artykule propagandowym, który ukazał się tuż po katastrofie, Spiegel Online stwierdził, że pierwsze poszlaki wskazywały na separatystów i oskarżył Rosję o rozpowszechnianie teorii spiskowych. Ostatnia edycja Spiegla nosi tytuł "Natychmiast powstrzymajcie Putina!". Gazeta domaga się "skończenia z tchórzostwem" i nawołuje do "stawienia Putina przed wymiarem sprawiedliwości za zestrzelenie samolotu MH17."

Powrotowi niemieckiego militaryzmu towarzyszy ideologiczna ofesywa, której celem jest akceptacja faszyzmu. Jako czasopismo o największym tygodniowym nakładzie oraz najczęściej czytany niemieckojęzyczny serwis internetowy, Der Spiegel i Spiegel Online odgrywają w tej ofensywie kluczową rolę. 

Zaledwie kilka dni po tym, jak przedstawiciele niemieckiego rządu ogłosili zakończenie militarnej abstencji kraju na Monachijskiej Konferencki Polityki Bezpieczeństwa i na krótko przed puczem na Ukrainie, Der Spiegel opublikował artukuł Dirka Kurbjuweita pod tytułem "Poczucie winy za pierwszą wojnę światową - kwestia odpowiedzialności dzieli dzisiejszych historyków". Celem artykułu była rewizja oceny kwestii "winy Niemiec" w pierwszej i drugiej wojnie światowej oraz zbagatelizowanie zbrodni nazistów.

Kurbjuweit rozlegle cytuje Ernsta Nolte, który od czasu Historikerstreit (debaty historyków) w latach 80. propaguje pogląd, że nazizm był uzasadnioną reakcją na bolszewizm. 

W rozmowie z Kurbjuweitem Nolte stwierdził szacując kwestię winy za wojnę: "Jestem coraz bardziej przekonany, że powinniśmy zwrócić więcej wagi niż się to zwykle czyni na rolę, jaką grali Polacy i Brytyjczycy.” Niemal jednym tchem insynuuje on też, że Żydzi ponoszą „swoją część” odpowiedzialności za Gułag, ponieważ niektórzy bolszewicy byli Żydami. Kurbjuweit kwituje to wprawdzie komentarzem, że „argument ten od dawna używany był przez antysemitów”, niemniej jednak oznajmia, że „nie wszystko, co ten człowiek [Nolte] twierdzi, mija się z prawdą.”

Kurbjuweit przywołuje też słowa berlińskiego historyka Jörga Baberowskiego, zaprzysięgłego zwolennika poglądów Noltego: „Hitler nie był psychopatą. Nie był okrutny. Nie chciał, aby mówiono o eksterminacji Żydów przy jego stole.”

Słowa te nie tylko budzą obrzydzenie; wysnute z nich polityczne konkluzje mają określone konsekwencje. Ostatnia próba niemieckiej klasy panującej, by agresywnie urzeczywistnić własne wielkomocarstwowe interesy, zakończyła się katastrofą. Odpowiedzialność za nią ponosili nie tylko Hitler i jego zausznicy, ale również podżegacze wojenni w mediach i ideologowie wojny na uniwersytetach. Nikt nie powinien mieć najmniejszych złudzeń, że tym razem sprawy potoczą się inaczej jeśli klasa robotnicza nie zainterweniuje w oparciu o rewolucyjny program marksistowski.

29 lipiec 2014