Dwa lata azylu w ambasadzie Ekwadoru

Brońmy Juliana Assange'a!

30 czerwca 2014

W dniu dzisiejszym mijają dwa lata, od kiedy założyciel WikiLeaks, Julian Assange był zmuszony szukać schronienia w londyńskiej ambasadzie Republiki Ekwadoru. Zmuszony został wskutek brudnej kampanii, jaką rozpętała administracja Obamy w celu doprowadzenia do jego ekstradycji do Stanów Zjednoczonych, aby tam postawić go w stan oskarżenia o szpiegostwo i zdradę stanu – przestępstwa, za które groziłaby mu kara dożywotniego więzienia lub śmierci.

Jedynym „przestępstwem” Assange'a była publikacja tajnych dokumentów, ujawniających zbrodnie wojenne, których dopuścił się rząd USA w Iraku i Afganistanie, oraz spiski, które knuje Departament Stanu na całym świecie.

W tę ponurą rocznicę miała miejsce telefoniczna konferencja prasowa, podczas której Assange wezwał Prokuratora Generalnego Stanów Zjednoczonych Erika Holdera do zamknięcia dochodzenia w sprawie naruszenia bezpieczeństwa narodowego przez WikiLeaks, albo – jeśli tego nie zrobi – żeby podał się do dymisji. Assange odniósł się także do spuścizny, jaką pozostawi po sobie prezydent Barack Obama, podkreślając, że „były profesor prawa konstytucyjnego” zostanie zapamiętany za „sporządzanie list osób do odstrzału, zawierających nazwiska obywateli amerykańskich” oraz za to, że „za jego prezydentury przeciwko dziennikarzom i ich informatorom prowadzono więcej śledztw na podstawie Espionage Act, niż za wszystkich poprzednich prezydentów razem wziętych – od czasu uchwalenia tej ustawy w roku 1917”.

Od 19-tego czerwca 2012r. Assange musiał zaszyć się w ambasadzie ekwadorskiej po to tylko, aby nie wpaść w łapy władz Zjednoczonego Królestwa, rząd brytyjski odmówił mu bowiem prawa do bezpiecznej podróży do Ekwadoru, który udzielił mu azylu na tej podstawie, że w razie wydania Stanom Zjednoczonym groziłyby mu tortury i śmierć.

Władze w Londynie usiłują Assange'a aresztować i przeprowadzić jego ekstradycję do Szwecji na podstawie zmyślonych zarzutów napaści seksualnej – wybiegu, który pozwoliłby na sprawne przekazanie go w ręce rządu amerykańskiego.

Sama ambasada, od kiedy przebywa w niej Assange, pozostaje w stanie całodobowego oblężenia przez policję, które kosztowało już ponad 10 milionów dolarów. W pewnym momencie rząd brytyjski ogłosił nawet, że nie jest zobowiązany do respektowania stosowanego szeroko w świecie prawa do azylu dyplomatycznego i zagroził, że weźmie ambasadę szturmem.

W marcu b.r. Parlament Brytyjski wprowadził poprawki do prawa, regulującego ekstradycję ze Zjednoczonego Królestwa, w myśl których zakazuj się ekstradycji kogoś, komu nie postawiono zarzutów kryminalnych i nie wytoczono procesu z urzędu. Assange'owi żaden sąd nie grozi. Mało tego – w 2010 roku władze szwedzkie uznały świadectwo dwóch Szwedek – z których jedna jest aktywistką jednego z anty-kastrowskich ugrupowań kubańskich, powiązanych z CIA – za niewystarczające do postawienia zarzutów.

Bez względu na to rząd brytyjski nadal postępuje według litery starego prawa, za nic mając sobie prawo Assange'a do azylu, ponieważ jedynym celem, jaki mu przyświeca, jest wykonanie polecenia Waszyngtonu.

Administracja Obamy wciąż utrzymuje zwołaną w 2010 roku ławę przysięgłych, która po tajnym procesie ma wydać na Assange'a wyrok. W ubiegłym miesiącu, w odpowiedzi na pozew, złożony w myśl Freedom of Information Act (Ustawy o dostępie do informacji państwowych), zarówno FBI, jak i Departament Sprawiedliwości potwierdziły, że nadal prowadzą dochodzenie kryminalne w sprawie naruszenia bezpieczeństwa narodowego przez Assange'a i WikiLeaks, dodając, że „w ciągu ostatniego roku poczyniono w tym zakresie postępy.”

Powodem tej rewelacji było uzasadnienie odmowy na żądanie, żeby rząd Stanów Zjednoczonych ujawnił nazwiska ludzi, których szpiegował w związku z WikiLeaks; według doniesień bowiem Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) rejestruje nie tylko dane wszystkich, którzy odwiedzają tę witrynę internetową, ale i ich połączenia z dostawcami usług internetowych i firmami, oferującymi płatności internetowe, na których – z kolei – wywiera presję, aby odcięli WikiLeaks i od ogólnodostępnej sieci i od darowizn.

Oświadczenie FBI zadaje kłam stwierdzeniom, które w listopadzie ub.r. obiegły prasę, że rządu USA nie interesuje już sprawa Assange'a, którego azyl w ambasadzie Ekwadoru ma być skutkiem „paranoi” i „zarozumiałości”. Okazuje się więc, że twierdzenia te miały na celu tylko zwabienie go w ręce władz amerykańskich.

Kampania przeciwko Assange'owi stanowi jednak tylko część znacznie większego polowania na czarownice, wymierzonego przez rząd USA we wszystkich, którzy odmawiają milczenia w sprawie jego przestępstw w samych Stanach Zjednoczonych i na świecie. Starszy szeregowy (Private First Class) Chelsea Bradley Manning odbywa obecnie karę 35-ciu lat więzienia w więzieniu wojskowym w Fort Leavenworth w Kansas za przekazanie WikiLeaks setek tysięcy tajnych dokumentów.

Edward Snowden – były współpracownik NSA, który ujawnił dokumentację olbrzymiego systemu nielegalnej inwigilacji, za pośrednictwem którego NSA zbiera, przechowuje i analizuje e-maile, rozmowy telefoniczne, SMS-y i inne formy komunikacji, nie tylko z terytorium Stanów Zjednoczonych, ale i z całego świata – został sprowadzony do statusu bezpaństwowca, zmuszonego żyć na wygnaniu w Rosji. W tym tygodniu okazało się, że kiedy tylko Snowden wylądował na lotnisku w Moskwie, USA wysłały do Europy jeden z samolotów, należących do niesławnej floty, służącej do przerzucania po świecie nielegalnie przetrzymywanych więźniów w ramach tzw. „extraordinary renditions”. Celem tego lotu był Snowden.

Udana, jak dotąd, ucieczka Snowdena tylko umocniła Waszyngton w postanowieniu uciszenia i ukarania Assange'a. Tym bardziej, że z powodzeniem udało się osadzić w więzieniu innych, w tym byłego oficera CIA Johna Kiriakou, który przed opinią publiczną opisał stosowanie przez CIA tortur.

Niewątpliwie jest to uderzające, że w tym samym czasie, kiedy przestępcza polityka imperializmu amerykańskiego z ostatnich lat zbiera gorzkie owoce w postaci kompromitującej klęski marionetkowego rządu w Iraku, tak wielu tych, którzy usiłowali naświetlić prawdziwe motywy polityki agresji wojennej, tortur i inwigilacji typowej dla państwa policyjnego, pozostaje albo w więzieniach, albo na wygnaniu, albo – jak Assange – zamkniętymi w ambasadzie, otoczonej kordonem policji.

W tym samym czasie ci, którzy ponoszą odpowiedzialność za zbrodnie wojenne w Iraku i przestępstwa przeciwko Konstytucji USA, cieszą się pełną bezkarnością. Nikogo z nich nie usiłowano nawet rozliczyć, a co dopiero – ukarać; tymczasem te same korporacyjne media, które służyły imperializmowi amerykańskiemu za tubę propagandową, teraz usiłują pomniejszyć swoją ówczesną rolę w przygotowaniu kolejnej ofensywy – bez wątpienia straszniejszej niż iracka.

Te metody administracji Obamy, które w środę napiętnował Assange, zostały opracowane i wdrożone z myślą o obronie i forsowaniu interesów oligarchii finansowej, która sprawuje faktyczna kontrolę nad rządem USA. W czasach kryzysu kapitalizmu światowego i coraz większej przepaści, dzielącej ją od szerokich rzesz ludzi pracujących, oligarchia ta nie może i nie zamierza tolerować ujawniania tajemnic i zbrodni państw, którymi steruje. Tym samym nieubłaganie przybliża perspektywę rządów dyktatorskich.

Jedyną autentyczną platformą, na której można oprzeć obronę praw demokratycznych jest klasa robotnicza. Potrzeba do tego niezależnej mobilizacji robotników, studentów i młodzieży w celu obrony Assange'a, Manninga, Snowdena i innych ofiar państwowych represji i spisków. Obrona ta jest nierozłącznie związana z walką przeciwko systemowi kapitalistycznemu, który nigdy nie zawaha się uciec do wojny czy wprowadzenia dyktatury typu państwa policyjnego, aby koszty swojego kryzysu zrzucić na barki ludzi pracujących.

19. czerwca 2014

Bill Van Auken